Dzień po dniu

Dzień 1 (7 marca 2012 r.)

Spotykamy się w Mierzejewie koło Suwałk. Tam nocleg w ensjonacie.

Dzień 2

Dojazd do granicy z Rosją. Nocleg w hotelu po jej przekroczeniu.

Dzień 3

Przejazd w kierunku Moskwy, nocleg w motelu.

Dzień 4

Moskwa - przejazd przez miasto, zwiedzanie Placu Czerwonego.

Dzień 5

Kotlas - tu już będziemy jechać po śniegu.

Dzień 6

Dojazd do Syktykwaru. Nocleg w gostynicy.

Dzień 7

Dzisiaj Uchta. Ostatnie miasto do którego prowadzi droga. Dalej wyłącznie bezdroża.

Dzień 8

Jedziemy do Peczory. Po drodze już nawet nie ma mostów. Na szczęście jeżdżące po rzekach ciężarówki uspokajają.

Dzień 9

Peczora, Inta - piękna droga przez zaśnieżoną tundrę. Celem jest miasteczko Abiez - na kręgu polarnym.

Dzień 10,11

W końcu Workuta. Tutaj dzień przerwy.

Dzień 12

Próba dotarcia do ujścia Bajdaraty.

Dzień 13, 14, 15, 16, 17, 18

Powrót do kraju, po śladach, a może koleją?

Dzień 19

Zakończenie wyprawy

Wyprawa do Workuty i ujścia Bajdaraty - od 7 do 25 marca 2012 r.

email
info@bezdroza4x4.pl
phone
+48 791 036 395
/Łukasz Dyrak/
phone
+48 603 573 993
/Maciej Domański/
phone
+48 795 741 058
/Tel. dyżurny - tylko sms/
phone
+212 281 704 174
/Maroko 29.12-13.01/
phone
+48 95 74 98 064
W marcu 2011 roku jako pierwsi z centralnej Europy dotarliśmy do Workuty na kołach. Teraz zamierzamy to powtórzyć z Wami. Trasa wyprawy przebiegać będzie po północno-wschodnich rubieżach Europy. Naszym celem będzie dotarcie do miejsc zapomnianych i odległych, które Europejczykowi z Europą nawet się nie kojarzą choćby z nazwy (Narjan-Mar, Emwa, Buktył).

Podobnie Workuta jest miastem europejskim. Jednak na większości map naszego kontynentu najczęściej jej brakuje. Dotyczy to także map Europy dołączanych do wydawnictw National Geographic i Gazety Wyborczej. Jakby bogata i zadowolona z siebie Europa chciała zapomnieć o swych dalekich peryferiach, które faktycznie na wizytówkę kontynentu się nie nadają.

Brak Workuty na mapach tłumaczyć też można tym, że do tego miasta nie prowadzi żadna droga. Na tej szerokości geograficznej przemieszczanie się jakimkolwiek pojazdem kołowym uznaje się po prostu za niemożliwe. Rozmarzająca latem na kilka tygodni tundra zamienia się w bezkresne bagno. Jedyną nadzieję na przedarcie się tam na kołach daje długa pora zimowa, gdy bagna i liczne rzeki skuwa lód.

W Workucie wszyscy o to przez nas pytani zapewniali, że każdy samochód widziany na ulicy został tu przywieziony na kolejowej platformie. Dotyczy to także czołgu-pomnika. Miasto połączone jest ze światem jedną linią kolejową. Tory o długości ponad 2,5 tysiąca kilometrów wiodą z Sankt Petersburga. Fragmenty najtrudniejsze do wykonania w warunkach tundry powstawały okupione śmiercią armii więźniów siedemdziesiąt lat temu. Powszechnie tam znane jest koszmarne powiedzenie: pod każdym podkładem leży człowiek.

Najważniejszym i ostatecznym celem geograficznym naszej wyprawy jest dotarcie nie tylko do samego miasta, ale do położonego około dwieście kilometrów na północ, tuż za ostatnimi wzniesieniami Uralu Polarnego, wschodniego krańca Europy.

Zapraszamy do lektury reportażu z wyprawy z marca 2011

Patrol w Śniegu Bezdroża 4x4Arktyka - granica określona izotermą 10 C w czerwcu. Grafika - Wikimedia Commons

Workuta i jej puste pasiołki - Radek Rzeszotek zwinka.pl To nie koniec świata, a środek tundry. Tutejszym wiatrom opór stawiają tylko domy, a w zasadzie ich mieszkańcy. Bo opuszczone budynki tundra pożera bezlitośnie. Naród rosyjski wycofuje się z Workuty. Zostanie tu tylko wojskowy kosmodrom. Więzienie też, a jakże.

Dworzec kolejowy musi być okazały - to stary carski obyczaj. W Polsce też przecież najlepiej prezentują się te zbudowane jeszcze pod zaborem rosyjskim. W Workucie dworzec jest okazały... jak na daleką północ. Okraszony pomnikiem: lokomotywą-bohaterem, która jako pierwsza dojechała aż tu. Fotografują się przy niej turyści. O to władzy chodziło.

W tle za lokomotywą dwadzieścia lat temu lśniły nowe, ośmiopiętrowe bloki. Dziś straszą dziurami po oknach. Jeszcze trzy dekady temu w Workucie mieszkało prawie ćwierć miliona ludzi, dziś - niecałe osiemdziesiąt tysięcy. U szczytu mocy produkcyjnych workuckie zagłębie węglowe składało się z czterdziestu dziewięciu kopalń. Dziś pracuje ich raptem kilka...

Taksówkarze na dworcu targują się o cenę przejazdu do hotelu - przyjezdny nie może zapłacić mniej niż dwieście rubli. Na końcu postoju czeka czarna wołga. Obok żiguli, starych volkswagenów i rumuńskich dacii wygląda jak krążownik szos.

- Dobre czasy tego miasta już minęły, ale kto wie, czy jeszcze nie wrócą - uśmiecha się Wasilij, szofer wołgi. - Drogi może nie były dużo lepsze, ale samochodów jeździło więcej. Partyjni mieli swoje, szefowie kopalń... A teraz? Teraz ludzie stąd wyjeżdżają. Kto by chciał do końca życia mieszkać za kołem polarnym?

Pomnik poświęcony 67 równoleżnikowi, za którym leży Workuta, był ostatnią poważniejszą inwestycją władz miejskich. W dniu otwarcia lśnił jak gwiazda na mauzoleum Lenina. Wystarczyły dwie zimy, aby nabrał szarego odcienia, jaki ma każdy obiekt wzniesiony w tundrze przez człowieka. Niedaleko opuszczone budynki chluby Workuty z lat 80-tych - kopalni Kapitalnaja. Sypiące się biura, rozkradzione hale ze sprzętem. Ktoś tu czasem stróżuje, więc ostały się jeszcze ramy okien i stalowe elementy ogrodzenia. Ale za kilka lat, przy kolejnej restrukturyzacji, stróże stąd znikną. I nie zostanie nic, prócz podziemnych korytarzy wykutych przez łagierników, a potem dobrowolnych zesłańców robotniczych wychwalanych przez radziecką propagandę.

Niedaleko Kapitalnej - park, a obok osiedle, jedno z najstarszych w Workucie. W drewnianych budynkach przypominających baraki, nikt już nie mieszka. Choć gdzieniegdzie w oknach wiszą firanki. W parku też są jeszcze ławeczki. Siadają na nich mężczyźni żywcem wyjęci z obrazów socrealistycznych. Wyjmują flaszki, czasem zagrychę. Latem robią sobie grilla - z dwóch cegieł ustawionych na sztorc. Rozpalą tym, co znajdą w pobliżu. Jeszcze jest w Workucie czym ogień rozpalić, nie trzeba pod ziemię schodzić po węgiel.

- Za Breżniewa było nam tu dobrze, niczego nie brakowało - uśmiecha się szofer Wasilij. - Ale jak Garbaty przyszedł, skończyło się dobre. Wszystko rozpieprzył. Od tamtego czasu Workuta idzie na dno. Jeszcze przez parę lat, pod koniec XX wieku było jako tako, ruch kopalnie w interesie miały, to nam też było lepiej. Podobno węgiel do Europy sprzedawali, to były rubelki...

Wjeżdżamy w centrum miasta, ruchliwą ulicę Lenina. Nawet państwowe budynki nie próbują przypominać gmachów pięknych i ogromnych jak sława Związku Radzieckiego... Tynk odpada, rynny dziurawe, a w pokoju hotelowym nieszczelne okna. Widać przez nie Rudnik, najstarszą dzielnicę Workuty, położoną na cieplejszym, południowym zboczu łagodnego wzniesienia. Do połowy lat 90-tych Rudnik był chlubą Workuty. Mieściły się tu urzędy, szkoła, bloki zamieszkane przez prominentów. Potem podjęto decyzję, że Rudnik nie ma perspektyw na rozwój. Ludzi wysiedlono, domy opuszczono. Szabrownicy wzięli, co dało się wziąć. Został krajobraz jak po apokalipsie, niedostrzegalny dla władzy i ludu rosyjskiego.

Workutę otaczają pasiołki - osiedla powstałe na miejscu dawnych łagrów, które zakładano w pobliżu kopalń. W każdym z nich mieszkało po kilka tysięcy osób. Dziś zasiedlone są dwa, jeden wymiera pozostawiony na pastwę szabrownikom.

- Te pasiołki nie są perspektywiczne - twierdzą zgodnie szabrownicy zrywający z dachów elementy więźby. - Tu już nikt nie zamieszka. Kopalnia zamknięta. Jak wybudują nową, to się i nowy pasiołek pobuduje!

Domy splądrowane. Wszystko, co przyjmie skup złomu - wymontowane. Teraz znikają przedmioty, które można spalić. Opuszczający te domy ludzie, nie wszystko jednak zabrali. Na podwórku walają się płyty Wysockiego i Pugaczowej, w mieszkaniach książki, stare gazety, trochę zniszczonych mebli.

Od pasiołka, do pasiołka biegnie droga dumnie zwana obwodnicą. Nierówna, wyboiska, dziur nikt nie łata w niej od wielu lat. Obwodnica ma tylko jedno rozwidlenie - w kierunku południowym. W stronę rzeki Usy, gdzie dumny naród rosyjski wzniósł elektrownię wodną, aby pracujący lud Workuty mógł wypocząć na kamienistym brzegu podziwiając trud swych budowniczych...

Zapraszamy do galerii zdjęć z wyprawy do Workuty

Warto już zająć się wyrobieniem wizy do Federacji Rosyjskiej, załatwiamy to korespondencyjnie - zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy.

Zapraszamy serdecznie!

Zgłoś swój udział w wyprawie wypełniając formularz na dole strony

Podsumowanie

Samochód

Sprawny samochód terenowy z reduktorem, opony AT lub MT, zdrowe mocowania holu przód/tył, CB radio. Zalecana wyciągarka i snorkel.

Koniecznie sprawdźcie czy Wasza "zielona karta" ma naniesiony symbol RUS - nie wszystkie mają!

Długość trasy

Poza granicami Polski przejedziemy ok 5500 km

Lokalne ceny paliwa

Kraj

Diesel

Benzyna

Litwa 3,63 LTL 4,25 PLN 4,22 LTL 4,93 PLN
Łotwa 0,79 LVL 4,50 PLN 0,77 LVL 4,38 PLN
Rosja 23,40 RUB 2,35 PLN (!) 24,64 RUB 2,47 PLN

Noclegi

Noclegi w gostynicach - rosyjskich pensjonatach. Awaryjnie w samochodach - warto mieć ogrzewanie postojowe

Koszty dodatkowe

Opłata za wizę do Federacji Rosyjskiej wraz z obowiązkowym ubezpieczeniem NNW i KL to koszt 319 zł od każdego członka załogi.Piszcie do nas w sprawie pomocy z formalnościami wizowymi. Całość załatwiamy korespondencyjnie!

Zadatek

Wpis na listę uczestników należy potwierdzić zadatkiem w wysokosci 1200 zł. Zadatek nie podlega zwrotowi, chyba, że wyprawa się nie odbędzie.

Opłata za uczestnictwo

Załoga 1 samochodu, bez względu na liczbę osób w samochodzie: 3500 zł
Cena za osobę bez samochodu (jadącą w naszym): 5000 zł

Terminy

Spotykamy się w Mierzejewie 7 marca 2012 roku. Powrót do Polski i koniec imprezy—25 marca 2012r.

Pogoda

Pogoda - im dalej na północ tym chłodniej. Za kołem podbiegunowym temperatura może wynosić ok -5 stopni w dzień, do -15 w nocy.
(C) 2008-2012 Bezdroża 4x4. Wszystkie prawa zastrzeżone. Dane kontaktowe w zakładce >>Informacje<<